Urządzając mieszkanie nie miałem bladego pojęcia jak wielkim problemem stanie się oświetlanie. Odwiedzając salon oświetleniowy przekonano mnie prezentując szereg przekonujących argumentów, że żyrandole to przeżytek. Nie tylko nie prezentują się zbyt reprezentatywne, ale także są niepraktyczne i dają zaskakująco mało możliwości. Najlepszym rozwiązaniem miały okazać się halogeny oraz lampy umieszczone od sufitem oraz w innych eksponowanych miejscach.

Stosując się do zaleceń ekspertów moje mieszkanie miało być pełne przestrzeni, miał w nim panować niezwykły nastrój zależny od mojego nastroju i tak dalej. Szybko okazało się, że bez specjalisty ani rusz. Zaczęło się od kucia moich nowiutkich ścian i pięciu stówek dla eksperta. Ale nawet wtedy kiedy powierzchnia moich ścian przypominała powierzchnię księżyca i tak nie obyło się baz dodatkowych zniszczeń.

Na końcu musiałem zapłacić za wyłączniki o zmiennym natężeniu co kosztowało mnie kolejną fortunę i zszargane nerwy. Kiedy miałem już wszystkiego dosyć dowiedziałem się, ze w zasadzie na tak małej powierzchni mieszkaniowej efekt i tak nie będzie zachwycający i istotnie taki nie jest. Generalnie zanim zdecydujecie się na rewolucję w mieszkaniu odpowiedzcie sobie na pytanie, czy rzeczywiście gra jest warta świeczki.